wtorek, 8 lipca 2008

neuralgia międzyżebrowa


bóle w klatce piersiowej;
umiejscowione w jednym, konkretnym miejscu...
mają charakter kłujący , przeszywający...
trwają najczęściej krótko,
czasami dosłownie sekundę,
powtarzając się wielokrotnie...
zależne od pozycji i ruchów ciała,
nasilając się w konkretnej pozycji
przy konkretnym ruchu.
kaszlu...
można też zaobserwować „bolesność uciskową”
nasilenie bólu przy uciśnięciu miejsca,
w którym ból jest zlokalizowany...
nerwoból, przypadłość zupełnie banalna,
choć wielce upierdliwa...

poniedziałek, 7 lipca 2008

the day after


"Najwięcej energii kosztują człowieka te wszystkie abstynencje..."
St.I.Witkiewicz

niedziela, 6 lipca 2008

zodiak


"Na początku jest Aries, czyli Baran - rozpustny pies; i ten nas płodzi,
dalej Taurus, czyli Byk - ten, pierwsza rzecz, guza nam nabija;
wreszcie Gemini, czyli Bliźnięta - to znaczy Cnota oraz Występek.
Chcemy sięgnąć po cnotę,
ale oto pojawia się Cancer, czyli Rak i odciąga nas wstecz;
a gdy do Cnoty dochodzimy,
na scieżce leży Leo, ryczący Lew -
kilkakroć srogo kłapnie paszczęką i groźnie łapą uderzy;
zmykamy i pozdrawiamy Virgo, Dziewicę;
to nasza pierwsza miłość;
żenimy się i już mniemamy, żeśmy na wieki szczęśliwi,
gdy bęc !
nadchodzi Libra, czyli Waga - waży się szczęście
i stwierdza, że go brak;
a kiedy siedzimy strapieni, Boże, jak nie skoczymy,
bo Skorpio, czyli Skorpion wyciął nas z tyłu;
leczymy właśnie ranę, gdy oto brzdęk !
- już lecą zewsząd strzały;
to sie zabawia Sagittarius, czyli Strzelec.
Właśnie wyrywamy wbite bełty, a tu na bok!
Leci taran:
Capricornus, czyli Koziorożec grzmi cwałem przed siebie i zwala nas na łeb na szyję;
wtem Aquarius, czyli Wodnik wylewa na nas cały potop i toniemy,
zwijamy się w kłębek wraz z Pisces, czyli Rybami i idziemy spać.
Oto kazanie wypisane na niebie wysokim,
słońce przez nie co roku przebiega,
a przecież wychodzi całkiem żywe i ochocze..."

Herman Melville
"Moby Dick or the White Whale"

czwartek, 3 lipca 2008

39°C (w cieniu...)


W opustoszałym z powodu upału mieście z polecenia premiera
o porządek dbają dwaj Starsi Panowie.
Pomaga im przybyła z Londynku Zdroju
żeńska Drużyna Przeciwudarowa im. Kupały
z piękną Zuzanną na czele.
Do miasta przyjeżdża Ambasador egzotycznego państwa.
Niestety, nikt nie przygotował powitania
i obrażony gość składa ostrą notę.
Starsi Panowie starają się załagodzić sytuację,
pomaga im w tym piękna kasjerka z baru mlecznego, Basia.
O jej względy ubiegają się robotnik drogowy Albin,
subiekt z Domu Mody,
a także sam Ambasador.
Honor miasta chce ratować także Miss Upału, piękna Grzanka.
Po wielu perypetiach konflikt zostaje zażegnany,
a wieczorny deszcz ożywia życie w mieście...

środa, 2 lipca 2008

tango a zdrowie...


Lekarze są jednomyślni - tango powinniśmy tańczyć jak najczęściej.
Kilka kwadransów spędzonych na parkiecie
nie tylko korzystnie wpłynie na naszą sylwetkę
(spalimy w ten sposób nawet 300 kcal /godz) i mięśnie,
ale także, jak wynika z najnowszych badań,
na kondycję naszego układu nerwowego.
Zdaniem dr Patricii McKinley z amerykańskiego McGill University
najlepiej sprawdzi się tu ogniste argentyńskie tango.
Taniec ten wymaga nie tylko świetnej koordynacji wzrokowo ruchowej, ale i koncentracji, zapamiętania poszczególnych kroków i figur.
Aby potwierdzić zbawienny wpływ tańca na nasze szare komórki,
McKinley zafundowała 15 seniorom (68-91 lat) kurs tanga.
Równolegle tyle samo starszych osób uczęszczało na inne kółka zainteresowań.
W międzyczasie taka sama liczba starszych osób
należąca do grupy kontrolnej chodziła na regularne spacery.
Już po pierwszych lekcjach tańca samoocena ochotników znacznie wzrosła, poprawiło się ich samopoczucie i nastrój
(od trzeciej lekcji wszyscy uczestnicy zarzucili wygodne dresy na rzecz wykwintnych kreacji).
Po dziesięciu tygodniach McKinley poprosiła wszystkich badanych o wykonanie kilkunastu testów sprawdzających pamięć i sprawność intelektualną.
Najlepiej radzili sobie tancerze.
"W tangu każda z par musi myśleć kilka kroków na przód, przewidywać ruchy pozostałych tancerzy, by się nie zderzyć" - tłumaczy McKinley - "Uczestnicy poprawili swoją zdolność do podziału uwagi, dzięki czemu mogli wykonywać dwie różne czynności naraz..."

wtorek, 1 lipca 2008

z motyką na Motykę


W 1984 mieliśmy po dwadzieścia parę lat, kupione spod lady korkery i liny z Bielska.
Ja mieszkałem w Bydgoszcz, więc byłem wygrany jeśli chodziło o taśmy na pętle i uprzęże. Moją pierwszą uszyłem sobie sam, z szarej, pasamonowskiej taśmy do samochodowych pasów bezpieczeństwa. Mama moja, która wprowadziła mnie na Stawy gdzieś koło 1970-go, z lekka niepokoiła się czy aby mój wynalazek jest bezpieczny, ale Jano ją uspokoił.
Nie wiem, jakich argumentów użył...
Podejrzewam że zadziałała "litworówka" i jego osobisty urok.
Tak więc mieliśmy po dwadzieścia parę lat, radzieckie kochery które poza gotowaniem (najczęściej kisielu...)gwarantowały moc innych, poza-kulinarnych atrakcji i zaczytywaliśmy się w Wilczkowskim.
Byli wśród nas tacy którzy sypali z pamięci cytatami z „Miejsca przy stole” - mi najbardziej w głowie zapadł ten o niejakim Koniarku co to „byłby zawisł na linie, gdyby ta nie była zetlała...”
Była końcówka sierpnia, gdy któregoś wieczora Klimecki powiedział:
„Jutro idziemy na Zamarłą
Mieliśmy już co prawda za sobą parę dróg; coś na Buczynowej, krzyżakowy (krzyżacki?) „Orgazm Dziuni” na Małym Kozim i inne, tym podobne „rzęchy”, ale Zamarła?
W pierwszej chwili myślałem, że żartuje...
Dla mnie, któremu od kołyski prawie, miast bajek czytano Jalu Kurka, Szczepańskiego, Żuławskiego i Zielińskiego, a za jedyny godny do naśladowania wzór stawiano Józefa Oppenheima, Zamarła ciągle jawiła się jak symbol i choć (podobno...) dawno już minęły czasy gdy zmierzenie się z jej południową ścianą stanowiło prawdziwe poważne wyzwanie i było miernikiem twych taterniczych umiejętności, poczułem dziwne mrowienie gdzieś w okolicy końca pleców.
Co tu dużo mówić, po deklaracji Klimeckiego lekko ścierpła mi dupa (ze strachu?)
Tak czy inaczej , kładąc się do śpiwora na „tratwie” modliłem się aby „dupnęło”.
Niech przyjdzie oberwanie chmury, mgła gęstsza niż śmietana u babki z Rusinowej, halny niech się rozdmucha a niebo niech”żabami ciepie”, wszystko byle nie musieć jutro iść ku Pustej...

cdn...