Pokazywanie postów oznaczonych etykietą navigare necesse est.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą navigare necesse est.... Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 marca 2010

navigare necesse est...


"Cóż, wiodło cię znowu na morze?
– można by zadać pytanie.
Nie wiem, co na nie odpowiedzieć.
Pytajcie tak samo muchy, dlaczego brzęczy i lata.
Pytajcie tak samo zwierza, dlaczego kąsa i drapie.
Pytajcie ryby i ptaka.
I ognia, dlaczego płonie.
I wody, dlaczego płynie.
Taka natura jest rzeczy.
Żeglarza ciągnie na morze."

Daniel Defoe
"Przypadki Robinsona Crusoe "

piątek, 24 kwietnia 2009

łykEnD w pucku...


czyli
nieoczekiwane
otwarcie
sezonu...
wiecej wkrótce na
Navigare necesse est...

sobota, 21 czerwca 2008

o trudnej sztuce dochodzenia


Żeglowanie, wbrew pozorom nie jest trudną sztuką,
nauczyć sie tego może każdy,
a gdy już pojmie wszystkie tajniki
płynięcia bajdewindem i buchtowania kilwateru*
będzie z tym jak z jazdą na rowerze:
kto raz się nauczy
zapamięta to do końca życia,
wystarczy,
że odejdzie od pomostu,
złapie wiatr w żagle
i już popłynie.
Problem zaczyna się,
gdy dojść do pomostu trzeba
- wystarczy
solidny półwiatr,
ciasno poustawiane przy kei łodzie
i zaczyna się zabawa...

sobota, 7 czerwca 2008

navigare necesse est...


Dwa "nieoficjalne" starty
dość tepą Omegą,
za to przy sympatycznym całkiem wietrze,
w sam raz na sobotnie żeglowanie.
"Nieoficjalne" bo podłączyliśmy się z Herr Grzebalskim
do regat MKS-ów
i aby im nie przeszkadzać w rywalizacji
nie płynąłem zbyt agresywnie.
W pierwszym odpuściłem walkę na starcie,
wchodząc do wyścigu na końcu stawki,
w drugim, będąc pierwszym na górnej boi,
ustąpiłem miejsca "młodym".
W efekcie w obu wyścigach linię mety
przeszedłem jako czwarty.
Mogło być lepiej gdyby nie błąd na ostatniej halsówce.
Wnioski na przyszłość -
pływać, pływać i jeszcze raz pływać...


"Nie możesz przepłynąć morza, stojąc na brzegu
i wpatrując się w wodę."

Rabindranath Tagore

niedziela, 1 czerwca 2008

dzień dziecka


zalew koronowski,
solidna, równa piątka
omega,
Mr.Friday na balascie
and moi...
szczęśliwy jak dziecko

sobota, 24 maja 2008

navigare necesse est...


cień żagla,
odchylenie wiatru,
bezpieczna zawietrzna,
pozycja beznadziejna,
oraz
hals korzystny i niekorzystny...

środa, 23 kwietnia 2008

navigare necesse est...


Od dziecka marzył o podróży za Horyzont Zdarzeń.
Nocami śnił o wielkim błekicie oceanów,
swawolnych delfinach
i piaszczysto-złotych plażach na końcu świata...

niedziela, 30 grudnia 2007

Joshua Slocum



Urodził się w Wilmot w Nowej Szkocji.
Jako dwunastolatek uciekł z domu i zarabiał na życie jako pomocnik rybaków.
W wieku lat 16 zaciągnął się na statek, a dziewięć lat później dowodził już własnym.
Większość życia spędził na morzu.
W 1887 jego statek rozbił się w drodze do Montevideo. Slocum sprzedał wrak, opłacił załogę i zbudował 10-metrową dżonkę Liberdale, na której wrócił z rodziną do domu w Waszyngtonie.
Miał 54 lat kiedy jako pierwszy z ludzi samotnie opłynął świat.
Dokonał tego na własnorecznie wyremontowanym starym kutrze pilotowym który nazwał "Spray".
Jego jacht był niezwykłą łodzią - miał tę szlachetną cechę, że gdzieś na Pacyfiku czy Oceanie Indyjskim Slocum przez 28 dni nie dotykał steru a "Spray" sam trzymał kurs.
Kiedy indziej znowu, gdy dzielny kapitan objadł się starego, spleśniałego sera i suszonych śliwek, na pokładzie pojawił się sternik z "Pinty" Krzysztofa Kolumba i, gdy Slocum "walczył z gastryczną rewolucją", to własnie on prowadził łódź...
Miał też Slocum patent na nieproszonych gości - gdy stawał na kotwicowisku przy brzegu, wysypywał na pokład tapicerskie gwoździe - to one uratowały go przed napadem indian w Cieśninie Magellana.
Jego podróż trwała trzy lata.
Zaginął w listopadzie 1909 roku gdy wypłyną w samoty rejs po Morzu Karaibskim...

środa, 26 września 2007

loomings


"Call me Ishmael. Some years ago- never mind how long precisely- having little or no money in my purse, and nothing particular to interest me on shore, I thought I would sail about a little and see the watery part of the world. It is a way I have of driving off the spleen and regulating the circulation. Whenever I find myself growing grim about the mouth; whenever it is a damp, drizzly November in my soul; whenever I find myself involuntarily pausing before coffin warehouses, and bringing up the rear of every funeral I meet; and especially whenever my hypos get such an upper hand of me, that it requires a strong moral principle to prevent me from deliberately stepping into the street, and methodically knocking people's hats off- then, I account it high time to get to sea as soon as I can. This is my substitute for pistol and ball. With a philosophical flourish Cato throws himself upon his sword; I quietly take to the ship. There is nothing surprising in this. If they but knew it, almost all men in their degree, some time or other, cherish very nearly the same feelings towards the ocean with me..."